Awans i feta, o których nikt w Bielsku nie zapomni

25.05.2017
Podczas ostatniego meczu Nice 1. Ligi pomiędzy Podbeskidziem a Sandecją, wielu bielskim kibicom mogły wrócić przyjemne wspomnienia. Dokładnie 6 lat temu „górale” pokonali na własnym boisku właśnie ekipę z Nowego Sącza i dzięki korzystnym wynikom w innych spotkaniach, zapewnili sobie awans na trzy kolejki przed końcem do upragnionej Ekstraklasy.
Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus
Przed kampanią ligową 2010/2011 niektórzy nieśmiało typowali bielszczan do awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak więcej głosów przemawiało za ewentualną promocją ekip z Gliwic, Łodzi i Szczecina. Z trakcie wspomnianego sezonu Podbeskidzie nabrało sporego wiatru w żagle, prezentowało naprawdę dobry futbol i udowodniło, że poprzedni sezon pierwszoligowy był jedynie wypadkiem przy pracy (wówczas „górale” zapewnili sobie utrzymanie dopiero w ostatniej kolejce). Choć piłkarzom z Bielska zdarzały się pojedyncze wpadki, jak np. przegrana w Polkowicach czy remis u siebie z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, na trzy kolejki przed końcem rozgrywek piłkarze mogli wywalczyć awans. Mając w garści trzy punkty za walkower w meczu z drużyną GKP Gorzów Wielkopolski, drużyna Podbeskidzia nie tylko musiała pokonać Sandecję, ale także liczyć na wpadkę Floty Świnoujście w meczu z Bruk-Betem.
 
Nie da się ukryć, że wówczas atmosfera na trybunach była wręcz fantastyczna, a sporo się działo od samego początku spotkania. Już w 3. minucie znakomicie spotkanie mogła rozpocząć Sandecja, gdyż sędzia Garbowski podyktował dla gości rzut karny. Do piłki podszedł napastnik Marcin Chmiest, jednak Richard Zajac wyczuł intencje strzelającego i na tablicy wyników cały czas widniał wynik 0:0. „Górale”, którzy w spotkaniu musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Sławomira Cienciały i pauzującego za kartki Bartłomieja Koniecznego, złapali impet po blisko kwadransie, a przed przerwą zdołali wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Bramkę na 1:0 zdobył Słowak Juraj Dancik, który wykorzystał znakomite zagranie z rzutu wolnego i pokonał pewnym uderzeniem Marka Kozioła. Z kolei tuż przed końcem pierwszej połowy Maciej Rogalski popisał się fantastycznym podaniem w stronę Sylwestra Patejuka, pomocnik wszedł w pole karne i mierzonym strzałem ustalił wynik meczu.
 
W drugiej połowie gra toczyła się głównie w środku boiska i co prawda Sandecja podejmowała próby ataku, nie zagrażały one w większy sposób Zajacowi. Choć tempo spotkania osłabło, atmosfera na trybunach była przednia, a chóralne krzyki i śpiewy z pewnością były słyszalne nawet na najwyższych szczytach w Beskidzie Śląskim. Ostatecznie „górale” utrzymali prowadzenie 2:0 i znając rezultat meczu w Świnoujściu, mogli rozpocząć wielkie świętowanie. Swoją drogą, mecz pomiędzy Flotą i Bruk-Betem to temat na całkowicie osobną opowieść, gdyż emocje i boiskowe wydarzenia ze Świnoujścia można by było rozdzielić pomiędzy kilka spotkań pierwszoligowych. Do 89. minuty to goście prowadzili 1:0, jednak w dwie minuty Flota była w stanie odrobić straty, objąć prowadzenie i przedłużyć swoje szanse na awans. Niespodziewanie dla wszystkich – Termalica, rozpaczliwie walcząca o utrzymanie, zdołała wyrównać w ostatniej akcji meczu. Za sprawą Łukasza Cichosa niecieczanie zremisowali na trudnym terenie 2:2 i tym samym znacząco ułatwili zadanie bielszczanom. 


Robert Kasperczyk jako.. "góral" (fot: Krzysztof Dzierżawa/ PressFocus)
 
Świętowaniu awansu na stadionie przy ulicy Rychlińskiego nie było końca. Szampany, konfetti, fajerwerki, „We Are The Champions” grupy Queen i.. trener Robert Kasperczyk, paradujący po całym stadionie z góralskim kapeluszem – co prawda wtedy nikt nie myślał o przyszłości, jednak wiadome było, że bielszczanie będą musieli zrobić wiele, by nie wyglądać na tle innych ekstraklasowiczów jak ubogi krewny. Awans dał jednak Podbeskidziu sporo dobrego – przez ostatnie lata przez klub przewinęło się naprawdę dużo porządnych zawodników, zespół zyskał sporo sympatii ze strony kibiców i dziennikarzy, a oficjalnie otwarty w zeszłym roku stadion prezentuje się fenomenalnie. 


Radość z murawy przeniosła się także do szatni piłkarzy TSP (fot: Krzysztof Dzierżawa/PressFocus)

 
Po blisko 6 latach, starcie Podbeskidzia z Sandecją miało zupełnie inną ważność - „górale” właściwie nie walczą już o nic i mają jedynie matematyczne szanse na awans, natomiast po meczu w Bielsku ekipa z Nowego Sącza mogła oficjalnie rozpocząć świętowanie zasłużonego awansu. Na koniec warto odnotować, że aż dwu zawodników miało możliwość występu w obu spotkaniach – napastnik Robert Demjan i pomocnik zespołu gości, Wojciech Trochim.
 
25 maja 2011, 31. kolejka 1. ligi 
 
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Sandecja Nowy Sącz 2:0 (2:0)
1:0 - Juraj Dančík – 18'
2:0 - Sylwester Patejuk - 42'
 
Podbeskidzie: Richard Zajac - Marek Sokołowski, Jacek Broniewicz, Juraj Dančík, Michał Osiński Sebastian Ziajka (80' Piotr Malinowski), František Metelka, Dariusz Łatka, Maciej Rogalski - Sylwester Patejuk (63' Adam Cieśliński), Róbert Demjan (90' Piotr Koman). Trener: Robert Kasperczyk.
 
Sandecja: Marek Kozioł - Marcin Makuch, Ján Fröhlich, Damian Zbozień, Marcin Woźniak - Vladimír Kukol (76' Wojciech Trochim), Dariusz Gawęcki, Lukáš Janič (82' Konrad Cebula), Pavel Eismann - Maciej Kowalczyk (60' Arkadiusz Aleksander), Marcin Chmiest. Trener: Mariusz Kuras.
 
Żółte kartki: Woźniak, Gawęcki, Makuch (Sandecja)
Sędziował: Tomasz Garbowski (Kluczbork)
Widzów: ok. 4000
autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również