Foto: Rafał Jacniak/Pressfocus
Rafał Andraszak: Polską piłką wciąż rządzą układy i układziki (WYWIAD, CZ. I)
Data: 10:00, 2012-01-28
Nie jest postacią anonimową na śląskich boiskach. Dobrze radził sobie w Piaście Gliwice, potem miał przebłysk w Górniku Zabrze. Obecnie gra w Energetyku ROW Rybnik i jest instruktorem w klubie fitness.Swoje w piłce nożnej zrobiłeś. Zaliczyłeś grę w Piaście Gliwice, Górniku Zabrze, Podbeskidziu B-B. Była przygoda w Amice Wronki. A w międzyczasie Puchar Polski i Superpuchar. To kariera czy przygoda z piłką?- Zdecydowanie przygoda. No, może taka mała kariera. Nie oszukujmy się - karierę to zrobił Piotrek Reiss czy Tomek Frankowski. Ale walczyłem i trenowałem bardzo ciężko, aby też w piłce zaistnieć i chyba się udało, skoro teraz rozmawiamy. Jednak wygrałem więcej, niż podają statystyki. Mam w domu trzy medale za Puchar Polski. Statystycy uznali mi tylko jeden... Nie wiem dlaczego. Co prawda dwa razy grałem mniej, ale byłem w zwycięskiej kadrze.
Mówisz o zaledwie przygodzie, a wielu graczy marzy, żeby na ścianie zawiesić sobie medal. Co w takim razie chciałeś osiągnąć?
- Ponad sto meczów w ekstraklasie. Tego się nie udało zrobić, choć wciąż się łudzę, że przyjdzie jeszcze taka okazja, kiedy dostanę angaż. Oczywiście wiem, że w tej chwili w grę wchodzą słabsze zespoły, ale mam siłę, by walczyć.
Wystarczy wysłać CV i jechać na testy, prawda?
- Nie wystarczy. Piłką nożną rządzą układy i układziki. Teraz, żeby się gdzieś dostać, wystarczy mieć dobrego menedżera, a kiedyś podstawowy warunek to... umiejętności. Jeśli ma się prowadzącego, który zna pana X w danym klubie, a pan X jest przyjacielem prezesa, albo samym prezesem, to angaż pewny. Zresztą to widać - w ekstraklasie i I lidze gra wielu przypadkowych ludzi.
Jak z tym walczyć?
- Na dobrą sprawę trzeba lat, zmiany ludzi na stołkach i chęci. Takie rzeczy dzieją się również na Śląsku, lecz wolałbym nie wymieniać klubów.
Czyli piłkarzy, którzy dostają angaż ciężką pracą, już nie ma?
- Ależ są, oczywiście. Tylko jest im trudniej. Co z tego, że ma umiejętności, skoro menedżer za słaby? Sam zresztą trenuję takiego zdolnego chłopaka. Zapraszam go regularnie do siłowni Pure, gdzie odbywa ze mną treningi indywidualne. Ten zawodnik ma 16 lat, a wróżę mu bajeczną karierę. Niestety, podobnego potencjału nie widzą działacze Piasta. Dość powiedzieć, że wydzwaniają za nim działacze z Zabrza i Chorzowa. Już niedługo będzie mógł przenieść się tam, gdzie na niego postawią i zaufają.

Jesteś trenerem indywidualnym w Pure Gliwice. To praca dorywcza czy już stała?
- Zdecydowanie dorywcza. W Rybniku, gdzie gram, są spore zaległości finansowe. Budżet jest mierny, jak obecnie na Śląsku. Trzeba było sobie czegoś poszukać. Zresztą, kiedy nie pracowałem w Pure, do południa siedziałem przed telewizorem. Teraz mogę powalczyć na siłowni, nauczyć czegoś innych ludzi, pomóc im. Sprawia mi ogromną satysfakcję, kiedy widzę, że mój podopieczny osiąga zadowalające rezultaty. Wtedy uświadamiam sobie, że potrafię kogoś prowadzić od początku do... sukcesu.
W takim razie co dalej?
- Plan mam dość konkretny. Kończę powoli studia, kierunek: Zarządzanie sportem. Następnie spróbuję swoich sił w menedżerce. Tak jak mówiłem, 25 lat stażu w futbolu powinno przynieść pożądany efekt. Wydaje mi się, że znam się na tym fachu. Chciałbym też pomóc Piastowi, może podeślę kilku zdolnych chłopaków na testy, bo ostatnio krucho tam jest. Ale skupiłbym się, przynajmniej na początku, na Śląsku.
Czujesz się Ślązakiem, skoro tak chcesz pomagać?
- Coraz bardziej. Mieszkam tutaj jednak wiele lat, na stałe w Gliwicach. Poznałem tutejszą kulturę, ludzi. Nie da się stąd łatwo wyrwać, bo specyficzna atmosfera wciąga człowieka "na całego".
Godosz?
- Czasami. Ale jeszcze za słabo, żeby się tym pochwalić. Mówię też w gwarze poznańskiej. Ale fakt, faktem - "godać potrafia".
Miałeś się gdzie uczyć. Piast, Górnik - w tych klubach łącznie spędziłeś 7 lat. Któremu klubowi oddałeś serce?
- Każdy z klubów pamiętam inaczej. W Gliwicach pozwolono mi zaistnieć, w Piaście rozegrałem swój najlepszy sezon, a kibice mnie wręcz kochali, przynajmniej tak czułem. W Zabrzu z kolei nie zapomnę wspaniałej atmosfery na trybunach, to też było bardzo fajne.
Czyli jednak Piast?
- Chyba tak. Pamiętam, kiedy awansowaliśmy z III do II ligi (według starej nomenklatury). Wtedy, pod skrzydłami najpierw trenera Fryderyka Cholewy, a następnie Józefa Dankowskiego, strzeliłem 12 goli w 15 meczach. Naprawdę sezon był udany, choć to nie był ostatni, w którym udało mi się trochę postrzelać.
O ile bramki przychodziły Ci z łatwością, to gromadzenie kartek było trudne. To jakaś polityka gry? Spokojny chłopiec, czy raczej spryciarz?
- Nigdy nikomu nie chciałem nic robić, stąd nie grałem brutalnie. Sam mam ponadrywane więzadła w kolanach. Zgarnąłem jedną czerwoną kartkę, a na dodatek - w obecnym sezonie, jako właśnie defensor. Nigdy wcześniej nie grałem brutalnie, choć kiedy trzeba, będę ostry!
Rozmawiał Dawid Jenczmyk.

Zapoznaj się ze SZCZEGÓŁAMI OFERTY >






napisane przez ObserwatorX, 28 stycznia 2012, godz. 14:42