Foto: Norbert Barczyk/Pressfocus
Politechnika - Jastrzębie 2-3. Wygrali, ale stracili punkty w stolicy...
Data: 17:09, 2012-01-14
Wydawało się, że Jastrzębski Węgiel bez większych problemów zdobędzie komplet punktów z niżej notowaną Politechniką Warszawską. Ambitni gospodarze ulegli jednak dopiero po tie-breaku...Pierwszy set był zapowiedzią tego, co będzie się działo w całym meczu. Zajmujący przed tym meczem siódme miejsce w tabeli PlusLigi warszawianie poczynali sobie z jastrzębianami całkiem śmiało. Cóż jednak z tego, skoro wszystko niweczyli zagrywką. Zawodnicy Lorenzo Bernardiego tylko korzystali. Przez większość seta utrzymywali minimalne prowadzenie, bowiem "Inżynierowie" nie potrafili wykorzystać ich nierównej dyspozycji. W końcówce nic się nie zmieniło, więc nasi siatkarze wygrali pierwszą partię.
W drugiej odsłonie dało się już wyraźnie odczuć, że cała gra najlepszej drużyny 2011 roku, zdaniem czytelników SportuŚląskiego , opierała się na Michale Łasce. Do pewnego momentu Włoch polskiego pochodzenia kończył każdą piłkę, czy to dograną dokładnie, czy to niechlujnie. W końcówce partii przyszła jednak pora na zagrywki Krzysztofa Wierzbowskiego, siatkarza ze stolicy, który był dziś dobrze dysponowany, a jego serwy, połączone z obniżką dyspozycji Łaski, doprowadziły do wyrównania.
Stołeczna drużyna nie poszła jednak za ciosem. Dalej niweczyła wysiłki słabą zagrywką, a jastrzębianie grali tak, by niespecjalnie ryzykować. Wiedzieli bowiem, że błędy własne warszawian i tak przyniosą i punkty. Tak też się stało, a w końcowej fazie seta nasi siatkarze zaczęli grać trochę lepiej i dość wysoko wygrali. Mimo, że w końcówce trochę stracha napędził przyjezdnym wprowadzony przez trenera Radosława Panasa Paweł Mikołajczak, który szczęśliwie skończył kilka ważnych piłek.
A jednak, stało się to, czego mało kto się spodziewał. Politechnika w końcu zaskoczyła na zagrywce, świetnie radził sobie Wierzbowski i w czwartym secie dość pewnie prowadziła od samego początku. Lorenzo Bernardi prosił i groził swoim zawodnikom, jednak na nic się to zdało i straty punktów nie udało się uniknąć. Wprawdzie włoski trener podczas jednej z przerw ostrzegł swoich zawodników, że jeśli przegrają czwartego seta, przegrają też tie-break, lecz przed tym udało się ustrzec. Jastrzębianie w ostatnim secie demolowali gospodarzy od początku i ostatecznie wygrali, awansując na czwarte miejsce, ale straconego punktu nikt im już nie odda...
źródło: SportSlaski.pl



