Foto: Rafał Rusek/Pressfocus
Olek Zniszczoł zadziwił świat skoków! W 2003 roku rzucił dla nart...
Data: 20:00, 2012-01-22
Autor: Michał Knura
Kilka lat temu głośno było o Klimku Murańce. Aleksander Zniszczoł przegrywał z nim rywalizację. Dziś pół sportowej Polski mówi o drugim bohaterze PŚ w Zakopanem - Olku - skoczku Wisły Ustronianki.Polskich bohaterów w piątek i sobotę było dwóch: Kamil Stoch i Aleksander Zniszczoł. Stoch, który stał się naturalnym następcą Adama Małysza, wygrał pierwsze zawody, a w drugich zajął siódme miejsce. Głośno było też o urodzonym w Cieszynie, niespełna 18-letnim Olku, którego klubowym trenerem w Wiśle Ustroniance jest Jan Szturc, pierwszy trener Adama Małysza.
W cieniu Murańki
Ci, którzy bardzo interesują się skokami narciarskimi, o Olku usłyszeli wcześniej. W sezonie 2006/2007 wygrał cykl Lotos Cup dla młodych zawodników. Mówiono, że ma talent, ale w mediach nie słyszeliśmy o nim wiele. Zupełnie inaczej było w przypadku rówieśnika Olka - Klimka Murańki - o którym czytało się w gazetach, słuchało w radiu i oglądało "następcę Małysza" w telewizji. Kilka lat temu Zniszczoł często przegrywał z Klimkiem. A dziś? To skoczek urodzony w Cieszynie wygrał letni Puchar Kontynentalny, wystąpił w 60. Turnieju Czterech Skoczni, a w piątek i sobotę budził podziw kilkunastu tysięcy kibiców zgromadzonych pod Wielką Krokwią, zajmując 9. i 14. miejsce w zawodach Pucharu Świata.
- Od dawna wiem, że to "perełka" - mówi Jan Szturc, który od 2006 roku prowadzi Zniszczoła w klubie. - Nie spodziewałem się jednak, że w Zakopanem aż tak "wystrzeli" - dodaje trener.
- Liczyliśmy się z tym, że jeżeli powtórzy skoki z treningów, to jakieś punkty zdobędzie. Zaskoczeniem, i to wielkim, jest to, że w Zakopanem nie wypadła poza czołową "15"! - twierdzi Łukasz Kruczek, trener polskiej kadry.
- Mam nadzieję, że kiedyś znów będę lepszy od Olka - mówił w Zakopanem Murańka, na co dzień dobry kolega Zniszczoła. Widać było w jego oczach żal, że to nie on jest jednym z bohaterów weekendu.
A miał być skrzypkiem...
Swój pierwszy skok Zniszczoł oddał w 2003 roku. Zanim jednak postawił na sport, przez dwa lata grał na skrzypcach. Rzucił nimi w kąt w trzeciej klasie podstawówki. - Nie dawało mi to radości. Grałem, bo mama mnie namawiała. A czemu zacząłem skakać? Oczywiście przez Adama Małysza - mówi nastolatek.
- Uważam, że łatwiej jest grać na skrzypcach niż oddawać skoki - uważa zawodnik, dla którego głównym celem tego sezonu jest medal podczas Mistrzostw Świata Juniorów, które w lutym odbędą się w tureckim Erzurum.
"On już ma taki charakter"
Fantastyczne występy Zniszczoła od razu wzbudziły ogromne zainteresowanie mediów. Dziennikarze oblegali go tak samo jak Kamila Stocha. Na pierwszy rzut oka, Zniszczoł nie cieszył się z tego, co osiągnął w dwóch szalonych dla niego dniach.
- Może nie widać tego po mnie, ale wierzcie mi: bardzo się cieszę. W środku aż kipię z radości! - mówił w sobotę z dość... kamienną twarzą.
- On już ma takich charakter. Zbytnie nie okazuje emocji, ale ciężko pracuje - zauważył Kruczek.
Za dziesięć lat Zniszczoł będzie rządził w skokach?
Przed Olkiem jeszcze wiele pracy. Jeden dobry weekend w Pucharze Świata nie oznacza, że już jest skoczkiem światowej czołówki. Widać jednak, że ma talent i chce się rozwijać, a do tego jest mocny psychicznie.
- To jest dobry rocznik - mówi o polskich zawodnikach z 1994 roku Apoloniusz Tajner, prezes PZN-u. - Za dziesięć lat Zniszczoł i Murańka mogą rządzić w światowych skokach - dodaje.
Obyśmy się doczekali zawodnika z naszego województwa, który nawiąże do wielkich sukcesów Adama Małysza.
napisane przez mick, 22 stycznia 2012, godz. 22:57