Daniel Feruga: Patrzę na tabelę z zachwytem

Data: 2011-04-19

Do końca 2012 roku jest związany z Ruchem Chorzów. Na razie gole z 40 metrów strzela jednak w barwach GKS-u Tychy i to z tym klubem chce wywalczyć awans na zaplecze ekstraklasy.

Dojrzeliście do walki o wysokie cele. Kiedy sobie wprost powiedzieliście, że czas na awans?
- Kiedy naszym trenerem był Mirosław Smyła, nie nastawialiśmy się na awans. Nikt o tym głośno nie mówił. Wystarczał środek tabeli w II lidze. Bodźcem dla mnie było przyjście trenera Adama Noconia. Odżyłem przy nim, zacząłem grać od początku do końca, co służyło formie. To zupełnie inny człowiek od Smyły. Wprowadził dużo spokoju. Patrząc na kadrę, dochodziło do nas, że personalnie to nie mamy w tej lidze z kim... przegrywać. Dostrzegł to również prezes Henryk Śliwiński, który powiedział, że stać nas na awans. Nikt nas do tego nie zmusza, nie ma presji, ale chcielibyśmy częściej mierzyć się z takimi rywalami, jak Zawisza Bydgoszcz czy Zagłębie Sosnowiec. O adrenalinę i mobilizację trudniej w takim Nowym Tomyślu. Dlatego trener Górak motywuje nas, byśmy osiągnęli cel, bo dzięki temu będziemy grali z poważniejszymi rywalami.

Na półmetku traciliście jednak kilka punktów do Olimpii Grudziądz i Miedzi Legnica...
- Dlatego nadal podchodziliśmy do słowa "awans" z dystansem, jednocześnie czuliśmy swoją szansę. Strata nie była wielka, a początek tej rundy nam się udał, dzięki czemu mamy tyle punktów, co Miedź. Przyznam, że odkąd jestem w Tychach, nigdy nie patrzyłem na tabelę z takim zachwytem. To dla mnie impuls, by cały czas dawać z siebie jeszcze więcej. Ważne, że grając dobrze się bawimy. Cały czas nastawiamy się na ofensywę. Lepiej wychodzi nam wysoki pressing, niż czekanie na rywala. Zachęcają nas do tego trener i Krzysiek Bizacki.

Czy to lider GKS-u Tychy?
- Nie będę mu słodził, to mój bardzo dobry kolega, autorytet. Nazywam go "żywą legendą Ruchu". W sumie, gdyby mu się poszczęściło, to... mógłby być moim tatą. A tymczasem jesienią był w takiej formie, że nawet sądziłem, że dałby sobie radę w Ruchu! Zimą odniósł kontuzję, nie służą mu też treningi na sztucznej płycie, ale nadal gra na wysokim poziomie. Nawet jeśli gra słabiej, to można liczyć, że "rzuci" jakąś super piłkę. Chciałbym być w takiej formie w jego wieku. A czy to nasz lider? Z boku tak to może wyglądać. Najfajniejsze jest jednak to, że u nas nie ma podziału na starych i młodych. Każdy może powiedzieć to, co myśli. Atmosfera jest naprawdę świetna.

Daniel Feruga przez cały sezon był graczem podstawowym. A tymczasem ostatni mecz rozpoczął na ławce rezerwowych. Dlaczego?
- Nie ukrywam, że byłem zaskoczony. Kiedy trener podał skład i nie zauważyłem swojego nazwiska, to w moment poczułem sportową złość. Zagotowało się we mnie. Ostatni raz na ławce rezerwowych siedziałem, kiedy trenerem był Mirosław Smyła. Ale ten gniew nie był skierowany w stronę obecnego szkoleniowca. On ma prawo do podejmowania takich decyzji. Pomyślałem, że muszę jeszcze bardziej udowodnić, że zasługuję na pierwszy skład. Wszedłem na 20 minut i zrobiłem swoje.

Mowa o bramce z 40 metrów. Najpiękniejsza w karierze?
Zdecydowanie. Co ciekawe, piłka mi odskoczyła. Gdybym ruszył do niej pół sekundy później, to pewnie bramki by nie było. A tak... Spojrzałem na bramkarza i dostrzegłem, że jest wysunięty. Była końcówka, więc pomyślałem: "a co mi tam!". Siadło idealnie. Piłka leciała z dobre 2-3 sekundy. Śmialiśmy się w autokarze, że każdy patrzył na nią, dreptał po boisku i wzrokiem kierował do siatki. Udało się! Nigdy dotąd nie strzeliłem z tak daleka.

Marek Citko w meczu z Atletico Madryt, Tomasz Hajto Polonii Bytom, a ostatnio Dejan Stanković przeciwko Schalke. Niemniej niewielu piłkarzy zdobyło gole w podobny sposób...
- Jest taka Francuzka, fanka Ruchu... Na Facebooku porównała moją bramkę do trafienia Diego, zawodnika, który grał kiedyś w Werderze Brema, a teraz w VfL Wolfsburg. A co do Stankovicia... On trafił idealnie, z trudnej pozycji. Najwyższa szkoła jazdy!

Wypożyczenie z Ruchu do Tychów wygasa z końcem sezonu. Co dalej?
- Najmniej zależy ode mnie samego. Kontrakt w Chorzowie mam do końca 2012 roku. Klub wydał za mnie trochę pieniędzy. Chciałbym się spłacić. Dlatego z chęcią wrócę do Ruchu. Z drugiej strony, jeśli GKS awansuje do I ligi, to... czemu nie zostać tutaj? Chciałbym mieć możliwość takiego wyboru. Będę na to pracował.

Rozmawiał Krzysztof Kubicki

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, aczkolwiek zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Wybrany materiał nie został jeszcze skomentowany. Możesz zrobić to, jeśli się zalogujesz!

Rejestracja | Przypomnij hasło | Regulamin
nick:
hasło: