Damian Bartyla: Licencję otrzymamy!

Data: 2011-06-22

Ponoć po ostatniej kolejce ekstraklasy długo pan dochodził do siebie...
- Stres, który kumulował się we mnie od kilku lat, bo cały czas mierzyliśmy się z przeciwnościami losu, dał o sobie znać. Musiałem to "odchorować". Kilka razy podskoczyło ciśnienie. Najważniejsze, że udało się dogadać z kilkoma podmiotami. W tym z miastem, które podjęło rękawicę, o czym świadczy obecność jego przedstawicieli w nowych władzach.

Ciśnienie podskakiwało. Wygląda na to, że kardiolog czekał w pogotowiu?
- Nie było tak źle. Każdy organizm ma swoją wytrzymałość. Ale przyznam, że nie było łatwo. Szczególnie wtedy, kiedy zastanawiałem się, czy ogłosić upadłość i wycofać drużynę z I ligi. Bo to trudne rozważania dla człowieka, który nie jest związany z Polonią tylko zawodowo, ale przede wszystkim emocjonalnie. Opcja wycofania się drużyny była realna, choć dla mnie trudna do zaakceptowania. Chyba nie potrafiłbym się z nią pogodzić.

To jak wyglądały te ostatnie tygodnie?
- Dziewięć lat, odkąd jestem w Polonii, to walka o przetrwanie. Walka z sukcesami, bo za takie należy uznać awans do ekstraklasy i funkcjonowanie na jej szczeblu przez cztery lata. Dodam, że przy braku bazy i nikłym zaangażowaniu samorządu. Koniec sezonu zawsze był dla nas trudnym momentem. Tym bardziej w tym roku, po spadku do I ligi. Chodziło o to, aby klub po prostu przetrwał. Szkoda, że dopiero teraz skonsolidowało się środowisko biznesu i polityki w Bytomiu. Najwyraźniej takie trudne momenty są potrzebne, by wyzwolić dodatkowy impuls. Może dotąd każdy dochodził do wniosku, że "pewnie Bartyla sobie jakoś poradzi". Nie poradził sobie, bo i poradzić nie mógł. Dobrze, że w końcu przyszła jakaś refleksja i ktoś zaczął o Polonii myśleć. Lepiej późno, niż wcale. Dodam, że jestem optymistą. Nieistotne kto będzie prezesem. Najważniejsze, by w jak najmocniejszym składzie przystąpić do sezonu i wyprostować sprawy finansowe.

Kluczowym problemem do rozwiązania są długi klubu. Jaki jest pomysł na ich spłatę?
- Wskażę, że patrząc na budżety klubów ekstraklasy, te czołowe są najbardziej zadłużone, bo działają na zasadzie pożyczek od właścicieli. U nas skład zarządu i rady nadzorczej świadczy o tym, że najwięksi wierzyciele Polonii staną się największymi udziałowcami klubu. Dlatego nie boję się o konwersję zadłużenia. Mamy obecnie za zadanie przedstawić właścicielom, którzy obejmą akcje, plan finansowy, wtedy oni podejmą decyzję o sposobie finansowaniu. Ja się cieszę z tego, że po 9 latach wygląda na to, że wstając rano nie będę musiał myśleć o tym, jak zorganizować pieniądze na prozaiczne potrzeby.

Teraz mają się tym zająć ludzie Michała Goliego. Ponoć długo pan rozmawiał z tym biznesmenem, a jeszcze dłużej czekał przed jego gabinetami?
- Wiadomo, że to bardzo zapracowany i zabiegany człowiek. Najważniejsze, że Michał Goli to poważny człowiek, prężny biznesmen. Od sześciu lat z nim współpracuję. Przypomnę, że to dzięki jego środkom spłaciliśmy pewne zaległości przed 30 marca. Cieszę się, że nie zostawił nas i tym razem. Nie wierzę, że angażując się teraz i obejmując akcje Polonii pozwoli na to, by klub został zostawiony samopas.

Przejdźmy więc do spraw sportowych. Kto z zawodników zostanie w Polonii?
- Będziemy więcej wiedzieli w środę (dzisiaj). Rozmawiałem z piłkarzami. Zapowiedziałem im, że w tym tygodniu ukonstytuuje się nowy zarząd i w tych nowych realiach będą z nimi prowadzone kolejne rozmowy o finansach. W środę przedstawię im konkretne oferty. Większość naszych zawodników zadeklarowała chęć pozostania. Drzemie w nich taka sportowa złość, która powstała po spadku. Chcą udowodnić, że stać ich na więcej niż wszyscy myślą. I tak mi się przypomniało, że kiedyś Ruch spadł z ligi, szybko awansował i od razu zdobył mistrzostwo Polski...

Na razie Polonia nie ma licencji na grę w I lidze...
- Ja jestem przekonany, że licencję otrzymamy, bo wiem, jaki złożyliśmy wniosek. Zrestrukturyzowaliśmy nasz plan pod kątem I ligi, czyli wyłączyliśmy wpływy z Canal+ a zarazem zmniejszyliśmy wydatki. Licencję na pewno otrzymamy.

Powalczycie o awans już teraz?
- Chcę, by nasza absencja w ekstraklasie trwała jak najkrócej. Jeśli nadarzy się taka okazja, by zagrać o awans tak prędko, to czemu nie? Przecież kiedy ostatnio osiągnęliśmy ten sukces, to na starcie sezonu nikt takich celów nie stawiał. Ba! Zawodnicy dopiero na kilka tygodni przed końcem rozgrywek przyszli i powiedzieli: "prezesie, chyba pora porozmawiać o premiach za awans". Pamiętajmy jednak, że teraz wszystko musi iść dwutorowo. Nie tylko powinniśmy budować mocny zespół, ale też stadion. Bez niego nie ma po co wchodzić do ekstraklasy. Musimy przecież gdzieś grać.

Jest temat hiszpańskiego inwestora, który miałby wyłożyć fundusze na nowy obiekt, a potem czerpać profity z jego eksploatacji. Jak się ten wątek narodził?
- Ja podjąłem taką inicjatywę. Spotkałem się z przedstawicielami tej firmy na Polskę. Przedstawiłem im temat stadionu w Bytomiu. Podjęli rozmowy. Byłem na pierwszym ich spotkaniu z prezydentem miasta. Zapowiedzieli, że potrzebują 2-3 tygodnie, by znaleźć konkretny pomysł na sfinansowanie tej inwestycji. Z tego co wiem, został on już prezydentowi przedstawiony.

Piotr Koj na ostatnim spotkaniu z kibicami tego nie ukrywał. Czy to świadczy o tym, że pomysł zaczyna nabierać rumieńców, a więc realnych kształtów?
- Czytałem tą wypowiedź prezydenta. Widocznie spodobała mu się propozycja Hiszpanów. Oby zakończyło się to sukcesem. Funkcjonowanie naszego klubu bez stadionu na szczeblu zawodowym jest nierealne.

I zgodzi się pan na to, by na tym samym obiekcie mecze rozgrywał sąsiad zza miedzy?
- Przypomnę, że wspólnie z prezesem Ruchu Radzionków, Tomkiem Baranem, byliśmy animatorami pomysłu, by "Cidry" i Polonia grały na jednym stadionie. Uważam, że skoro na całym świecie po dwa zespoły grają na jednym obiekcie, to czemu tak nie miałoby być u nas? Tym bardziej, że trzeba patrzeć na ekonomię. Podkreślę, że każda inicjatywa jest dobra, byle zakończyła się sukcesem.

Swoją drogą już niebawem derby z Radzionkowem, właśnie. Zaciera pan ręce?
- Zawsze te mecze derbowe mają dodatkowy smaczek. Ale pamiętajmy, że zwycięstwo z "Cidrami", czy równie dobrze z Pogonią Szczecin jest warte tylko 3 punkty...

Ale na Stroszek znacznie bliżej...
- A to prawda! Trochę żałuję, że w I lidze nie jest więcej zespołów ze Śląska i okolic. Ba! Czeka nas więcej dalszych wyjazdów niż w ekstraklasie. A przecież musimy patrzeć na pieniądze, zaś podróże wiążą się z wydatkami...

...miał pan skupić się na sprawach piłkarskich, a wciąż myśli o finansach!
- Bardzo bym chciał nie myśleć o kasie. Dzisiaj te pieniądze wciąż muszę jeszcze organizować.

Notował Krzysztof Kubicki

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, aczkolwiek zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Wybrany materiał nie został jeszcze skomentowany. Możesz zrobić to, jeśli się zalogujesz!

Rejestracja | Przypomnij hasło | Regulamin
nick:
hasło: