Foto: Tomasz Błaszczyk/Pressfocus
Cóż to były za mecze! Najlepsze "koncerty" naszych drużyn w tym roku
Data: 20:00, 2011-12-27
Nasze drużyny ekstraklasowe i I-ligowe rozegrały w tym roku łącznie kilkaset spotkań. Niektórych już nie pamiętamy, inne prędko zapomnimy. A z którymi rok 2011 będzie się nam na zawsze kojarzył?Ruch Chorzów - Górnik Zabrze 3-0
18 marca (Zieńczuk, Piech, Malinowski)
Górnik był wtedy w całkiem niezłej dyspozycji, a jednak przy Cichej nie istniał. I to nie istniał w wyjątkowej scenerii. Nad Śląskiem przechodziła śnieżyca, która sprawiała, że nie nadążano z odśnieżaniem boiska. Grano więc na białej płycie, a dodatkowo w pewnym momencie "wysiadło" oświetlenie. Akurat w tym samym czasie fani Ruchu odpalili race, więc było doprawdy niesamowicie. Na boisku też - "Niebiescy" załatwili Wielkie Derby Śląska w odstępie 12 minut, kiedy to bramki zdobyli Marek Zieńczuk, Arkadiusz Piech i - pięknym strzałem - Marcin Malinowski.
Górnik Zabrze - Zagłębie Lubin 5-1
5 marca (Gaszparik x2, Kwiek, Sikorski, Jeż - Pawłowski)
Chyba nie ma wątpliwości, że to był najlepszy mecz Górnika w tym roku kalendarzowym. Koncert, absolutny koncert. Zagłębie, które wtedy jeszcze nie było tak słabe, jak dziś, nie istniało przy Roosevelta. A zabrzanie tkali piękne akcje, po których zdobywali jeszcze piękniejsze bramki. To był też debiut w polskiej lidze Roberta Jeża, który w 90. minucie przypieczętował wynik i przywitał się ze śląskimi kibicami. Od tego meczu datuje się też eksplozję formy Daniela Sikorskiego.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Wisła Kraków 2-2
16 marca (Cieśliński, Górkiewicz - Demjan (s), Genkow)
Marzec to był niezwykły miesiąc dla naszych klubów. Także dla Podbeskidzia, które wyeliminowało wtedy Wisłę Kraków z Pucharu Polski. W tym miejscu mógłby się właściwie znaleźć każdy pucharowy mecz bielszczan, nagradzamy jednak ten z największą dramaturgią i szczęśliwym zakończeniem. Krakowianie za sprawą samobójczej bramki Roberta Demjana szybko odrobili stratę z Krakowa, tuż po przerwie dobili na 2-0 i wydawało się, że jest "po herbatce". Trener Robert Maaskant ściągnął Maora Meliksona i Cwetana Genkowa, trener Robert Kasperczyk wpuścił Adama Cieślińskiego i się zaczęło. Gol tego właśnie zawodnika dał nadzieję, a bramka Tomasza Górkiewicza awans do najlepszej czwórki, kosztem drużyny, która kilka miesięcy później o mało nie weszła do Ligi Mistrzów...
Legia Warszawa - Ruch Chorzów 2-3
2 kwietnia (Rybus, Radović - Piech x3)
Strzelić gola przewrotką na Łazienkowskiej to wiele i wie coś o tym Sylwester Patejuk z Podbeskidzia. Ale strzelić tam hat tricka, pozwalającego wyciągnąć wynik z 0-2 na 3-2, to już epokowe osiągnięcie. Po 24 minutach chorzowianie przegrywali w Warszawie 0-2, jednak trzy gole Arkadiusza Piecha oznaczały jego koronację na króla Warszawy. Naszym kibicom żadne zwycięstwo nie sprawia takiej frajdy, jak nad Legią. A ogranie jej w takich okolicznościach to już wręcz rozkosz...
Wisła Kraków - Górnik Zabrze 0-2
30 kwietnia (Gaszparik, Sikorski)
Wszystkie najlepsze mecze w tym roku nasze drużyny zagrały w obrębie dwóch miesięcy. Dobrą serię efektownie zakończył Górnik, który zatrzymał pewnie zmierzającą po mistrzostwo Wisłę. Udało się to osiągnąć po wielu latach porażek, w porywającym i niepozostawiającym złudzeń stylu. Wprawdzie zabrzanie wygrali też w Krakowie jesienią, jednak w gorszym stylu, z gorszą Wisłą i osiągając gorszy wynik.





napisane przez absolwent, 01 stycznia 2012, godz. 12:06
Bo na sektorze 3 to nawet Furtok nie przychodzi.
Siedzi kilku mamlasów co im za 100 zł miesięcznie obiecali pączki i kawę w czasie meczu.
Drobni sponsorzy ,którzy z renty w tajemnicy przed żoną płacą na tych darmozjadów z zarządu.