sport, śląski, piłka, nożna, futsal

 Foto: Michał Chwieduk/Edytor.net - Łukasz Szlinger (Ś) przedziera się przez obronę Zagłębia

NMC Powen - Zagłębie 25-31. Gdyby mecze trwały dwa razy 20 minut...

19:35, 2010-02-06

 Autor: Tomasz Mucha

Po świetnym początku NMC Powen po raz kolejny zeszli z parkietu pokonani, gdyż w fatalnym stylu rozegrali końcówkę. - Mieliśmy zbyt krótką ławkę rezerwowych - przyznał Robert Nowakowski.




Choć faworytem spotkania byli goście z Lubina, to jednak praktycznie od samego początku zarysowała się przewaga NMC Powen. W szeregach gospodarzy dwoił się i troił Szlinger, dla którego było to pierwsze oficjalne spotkanie po powrocie z wypożyczenia do MTS-u Chrzanów. Po jego rzutach bramki padały seriami i w samej tylko pierwszej połowie rozgrywający zabrzan pokonał bramkarzy Zagłębia aż sześć razy. - Bardzo chciałem się pokazać po powrocie z wypożyczenia. Dla mnie gra w ekstraklasie to ogromna szansa - podkreślał zawodnik beniaminka, który w tym spotkaniu wystąpił... ze złamanym nosem.

Dwa razy po trafieniach Kempysa zabrzanie prowadzili już różnicą czterech goli i wszystko wskazywało na to, że tym razem punkty zostaną w Zabrzu. - Graliśmy tragicznie w obronie. Strata 17-stu bramek do przerwy, to zdecydowanie za dużo - rozkładał ręce Jerzy Szafraniec, trener Zagłębia. - Brakowało przede wszystkim koncentracji - dodawał. Kiedy po dwóch kolejnych golach Szlingera NMC Powen wyszedł na prowadzenie 20-16, można było mieć nadzieję, że tym razem gospodarze nie doprowadzą do nerwowej końcówki.

Nic z tego. W szeregach lubinian na parkiecie pojawił się Obrusiewicz. Jego pierwsze wejście miało miejsce jeszcze w pierwszej połowie, ale wówczas pojawił się tylko, by wykonać rzut karny, który został zresztą obroniony przez Kickiego. Mało tego, po przerwie kolejne dwie próby z linii siódmego metra zostały tym razem zatrzymane przez Winklera! To jednak króla strzelców ekstraklasy z sezonu 2005/06 nie załamało i skrzydłowy Zagłębia umieścił piłkę w siatce zabrzan aż osiem razy. - Na te gole zapracował cały zespół, a ja nie mam powodów, by zadowolony ze swojej postawy, bo kilka razy się pomyliłem - krytycznie oceniał swoją postawę były reprezentant Polski, który wywalczył z kadrą prowadzoną przez Bogdana Wentę awans do finałów Mistrzostw Europy w 2006 roku.

Z kolei gospodarze z każdą kolejną minutą słabli. - W drugiej połowie nie miałem już sił. Nie jestem gotowy na grę w całym meczu - zaznaczał Szlinger. Obrusiewicza wspomógł także Kieliba, który dorzucił trzy gole, w tym bramkę dającą gościom remis. Od tego momentu NMC Powen trafił do siatki już tylko raz, podczas gdy Zagłębiu ta sztuka udała się jeszcze siedem razy. - Niestety, mając tak krótka ławkę, nie mogliśmy więcej zdziałać. Graliśmy cały mecz praktycznie dziewiątką zawodników, podczas gdy rywal grał o wiele szerszym składem - wyjaśniał Robert Nowakowski, szkoleniowiec zabrzan. - Gdyby mecze trwały dwa razy 20 minut, to wówczas bylibyśmy w czołówce - zaznaczył popularny "Kosa".

Protokół meczowy

NMC Powem Zabrze - Zagłębie Lubin 25-31 (17-14)

NMC Powen: Kicki, Winkler - Mogielnicki, Szolc 5, Chodara 3, Szlinger 8, Klementowicz 1, Buskhov 4, Kempys 3, Kandora 1, Kalisz.
Trener Robert Nowakowski.

Zagłębie: Malcher, Świrkula - Orzłowski 3, Stankiewicz 1, Niedośpiał 1, Tomczak 5, Paweł Adamczak 2, Fabiszewski 2, Kozłowski 3, Piotr Adamczak, Obrusiewicz 7, Kieliba 3, Yakaulev 1, Nowak 3.
Trener Jerzy Szafraniec.

Sędziowali: Michał Małek, Arkadiusz Nowak.
Widzów: 500.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, aczkolwiek zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Aby dodać komentarz, musisz się zalogować!

Rejestracja | Przypomnij hasło | Regulamin
nick:
hasło:


henry06 lutego 2010, godz. 21:10
szkoda ze czasem wygrane mecze sie przegrywa