Foto: Norbert Barczyk/Pressfocus
Mariusz Śrutwa: Ruch będzie faworytem meczu z Legią
Data: 02:22, 2010-09-09
"Niebiescy" zabrali Legii sprzed nosa miejsce na podium, a teraz mają ochotę pogłębić jej kryzys. - Ale na drużynę z Warszawy trzeba uważać. Nie grają w niej frajerzy - przestrzega Mariusz Śrutwa.Ruch w tym roku wyrzucił Legię z Pucharu Polski i nie oddał przepustki do gry w europejskich pucharach, choć wielu fachowców w ciemno wysyłało ją na Łazienkowską. Już w niedzielę oba zespoły spotykają się w bezpośrednim pojedynku. Cel? Poprawienie sobie zepsutych nastrojów. Ruch ma w pamięci porażkę w derbach z Górnikiem, zaś Legia zupełnie nieudany mecz z Bełchatowem (0-2). - Faworytem będzie w niedzielę Ruch. Dlaczego? Bo jest gospodarzem. Przerwa na reprezentację powinna pomóc obu ekipom w podobnym stopniu. Przecież obie nie zachwycały dotąd - wskazuje Śrutwa.Były gracz obu klubów wspomina, że dobrze mu się grało w bezpośrednich meczach. - Przeciw Legii strzeliłem sporo bramek. Lubiłem atmosferę tych spotkań - mruży oko. Dobra gra w Chorzowie zaowocowała... ofertą z Łazienkowskiej. Śrutwa strzelił Ruchowi dwie bramki w jednym meczu. - Miałem, mam i pewnie będę miał wypominane, że grałem w Legii. Prawie wszyscy znają jednak kuluary tego transferu. Wiedzą, dlaczego do niego doszło - kwituje, odnosząc się do tego, iż Ruch potrzebował wówczas pieniędzy, a jego sprzedaż przyniosła spory zysk.
Śrutwa wytrzymał w Legii rok. - Poznałem w tym czasie kilku bardzo porządnych ludzi - podsumowuje. Związał się z powrotem z Ruchem, ale z powodu epizodu w Warszawie kibice "Niebieskich" stracili do niego całą sympatię. - Dość powiedzieć, ze kiedy w pierwszym meczu po powrocie zagrałem przy Cichej i strzeliłem gola w 93. minucie, to większa część publiczności... gwizdała. To był chyba ewenement na skalę światową. To mnie jednak wzmocniło psychicznie - przyznaje.
- I uśmiecham się tylko, gdy czytam lub słucham, że obecnie piłkarze różnych zespołów ekstraklasy nie radzą sobie z krytyką kibiców. Tymczasem do kibiców na ogół nie można się doczepić. Nagradzają oni nierzadko brawami zawodników, którzy są zmieniani przy stanie 0-3 dla rywala. Nic tylko pozazdrościć, że można grać przy takiej publice. Cóż, dziś chyba nie ma już tak charakternych piłkarzy jak kiedyś - dodaje Śrutwa.

Zapoznaj się ze SZCZEGÓŁAMI OFERTY >





napisane przez krauf, 09 września 2010, godz. 14:29