Foto: Kurian
KKS Tychy - ŁKS 88-61. Miejscowi zrewanżowali się z nawiązką
Data: 19:37, 2010-02-27
Tyszanie w pierwszej rundzie doznali dotkliwej porażki w Łodzi. - Chcieliśmy się za wszelką cenę zrewanżować i myślę, że udało się z nawiązką - uśmiechał się Tomasz Bzdyra, skrzydłowy KKS-u.Spotkanie pomiędzy KKS-em, a gośćmi z Łodzi miało być kluczowe dla układu tabeli dla miejsc od czwartego do szóstego. Stąd z pewnością nie mogło dziwić to, że już od pierwszych minut oglądaliśmy zaciętą walkę na parkiecie. ŁKS obrał prostą taktykę i starał się jak najwięcej dogrywać pod kosz, a tam już bezlitośnie punktowali Dłuski i Wall. - Mieliśmy problem, by bronić zagrania pick and roll rywala. Odkąd jednak zmieniliśmy system obrony, to przyniosło to natychmiastowe skutki - wyjaśniał Tomasz Jagiełka, II trener gospodarzy. - Zdecydowanie bardziej obawialiśmy się graczy obwodowych rywala, ale oni akurat nie zagrali nic specjalnego - dodawał. - Dopóki moi podkoszowi zawodnicy mieli siłę, to jeszcze byliśmy w stanie przeciwstawić się rywalowi. Później wszystko się posypało - mówił po meczu Radosław Czerniak, szkoleniowiec gości.O losach pojedynku zadecydowała końcówka pierwszej i spora część drugiej kwarty. Od stanu 25-23, KKS zdobył z rzędu 19 punktów, nie tracąc przy tym żadnego! Spora w tym zasługa Bzdyry, który prezentował się wybornie w starciu z łodzianami. W całym meczu nie pomylił się ani razu, trafiając wszystkie rzuty! - Grało mi się bardzo dobrze, ale nie ukrywajmy, miałem też sporo szczęścia - uśmiechał się skrzydłowy tyszan. - Tomek prezentuje już od dłuższego czasu wysoką i co najważniejsze, równą formę. Oby tak jak najdłużej. Musimy jednak też pamiętać o tym, że to cały zespół wygrywa mecz - zaznaczał Jagiełka.
Pomimo prowadzenia 22-punktami do przerwy obie drużyny miały jeszcze o co grać. Tyszanie w Łodzi przegrali różnicą aż 20 "oczek" i by być lepszym zespołem w dwumeczu musieli wygrać wyżej. Mimo rozluźnienia w szeregach gospodarzy ta sztuka w pełni się udała. - Zespół odblokował się w ataku i w końcu też odciążyliśmy Łukasza Pacochę - podkreślał II trener KKS-u. - Spodziewałem się tego, że ten mecz może się dla nas tak tragicznie skończyć, bo już mecz z Siarką pokazał, że ten maraton wyniszczył mój zespół. Do gry miałem praktycznie tylko siedmiu zawodników, a to zdecydowanie za mało, by przeciwstawić się takiemu rywalowi jak gospodarze - tłumaczył przyczyny porażki Czerniak.

Zapoznaj się ze SZCZEGÓŁAMI OFERTY >




