Foto: Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus - W Bielsku-Białej takich obrazków ostatnio nie brakuje
"Górale" na fali, czyli warto było dać trenerowi jeszcze jedną szansę
Data: 19:00, 2010-09-02
Autor: Kamil Kwaśniewski
- Podejście tych chłopaków do codziennych obowiązków to wielki motor do dalszej pracy. Są ludźmi dla których warto się poświęcić na 100 procent - mówi Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia.Jeszcze niedawno - w końcówce poprzedniego sezonu - nastroje w Bielsku-Białej były fatalne. Zespół drżał o I-ligowy byt, a z każdym kolejnym niepowodzeniem coraz głośniej mówiło się o zmianie trenera. W gronie kandydatów do zastąpienia Roberta Kasperczyka wymieniano m.in. Dariusza Fornalaka czy Piotra Mandrysza... Ostatecznie jednak do zmiany nie doszło. -
Mimo iż nie jesteśmy zadowoleni z wyników drużyny, trener Kasperczyk zachowa posadę - mówił Władysław Szypuła, wiceprezes i dyrektor sportowy Podbeskidzia.
Tak też się stało, a szkoleniowiec otrzymał pełne zaufanie przy budowie nowego zespołu. - Dano mi drugą szansę, bo widać dostrzeżono więcej niż tylko same minusy - zaznacza Kasperczyk, który od razu wziął się ostro do roboty. - Miałem to szczęście, że byłem w tym zespole już pół roku. Wiedziałem, gdzie są braki i jakich dokładnie ludzi mi potrzeba - tłumaczy. Z wiedzy tej umiejętnie zresztą skorzystał. Dziś Podbeskidzie przoduje już w tabeli...
- Tym razem nie miałem już wyjścia - gracze, których ściągnąłem, musieli mi się - przepraszam za wyrażenie - całkowicie oddać. W końcu to ja biorę za nich pełną odpowiedzialność. To jest mój autorski zespół. W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu tak nie było. Grali po prostu zawodnicy, którzy mieli z klubem kontrakty, ale to nie ja ich ściągałem - wskazuje.
- Podejście tych moich chłopaków do codziennych obowiązków jest dla mnie wielkim motorem do dalszej pracy. To są ludzie, dla których warto się poświęcić na 100 procent - dodaje.

Zapoznaj się ze SZCZEGÓŁAMI OFERTY >
napisane przez szwagier, 03 września 2010, godz. 17:26