Foto: Kurian - Tomasz Bzdyra (L) ogrywa Piotra Zielińskiego
Dąbrowa G. - KKS Tychy 73-84. Gwiazda wyłączona dzięki kasecie VHS
Data: 19:49, 2010-03-07
Po raz drugi w tym sezonie KKS Tychy okazał się lepszy od MKS-u. Była to jednocześnie pierwsza porażka dąbrowian na własnym parkiecie w bieżących rozgrywkach.Już od samego początku spotkanie było niezwykle zacięte. W ekipie gości bardzo dobrze rozpoczął Mielczarek, który w łatwy sposób zdobywał punkty spod kosza, a w dodatku wyłączył z gry Piechowicza. - Analizowaliśmy jego grę na kasetach VHS i dzięki temu było mi łatwiej bronić - podkreślał skrzydłowy KKS-u. Co godne odnotowania, pierwsze punkty z gry najskuteczniejszy dotychczas strzelec dąbrowian zdobył dopiero w czwartej kwarcie!Po pierwszych fragmentach widowiska, w czasie których zarysowała się lekka przewaga gości, nastąpił dobry okres gry MKS-u. Podopieczni Wojciecha Wieczorka zdobyli 12 "oczek" z rzędu i pozwoliło im to odskoczyć na siedmiopunktowe prowadzenie. Jednak tyszanie jeszcze w pierwszej kwarcie zniwelowali straty do dwóch punktów za sprawą akcji 2+1 Hałasa i trafienia Salamonika.
W kolejnej odsłonie walka była równie zażarta i prowadzenie zmieniało się wielokrotnie. Bardzo dobrą zmianę dał Olczak, który razem z Pacochą nadawali ton grze w ataku tyszan. Obaj łącznie zdobyli 14 punktów. Przeciwstawić im się próbowali Basiński i Lisewski - jednak tylko do momentu kontuzjitego drugiego. Po przerwie środkowego MKS-u na parkiecie już nie zobaczyliśmy. - Pierwsza połowa stała na wysokim poziomie i oba zespoły zaprezentowały ciekawą koszykówkę - zaznaczał szkoleniowiec dąbrowian.
Gospodarzy zawiodło jednak to, co dotychczas było ich znakiem firmowym, czyli gra w trzeciej kwarcie. - Zaskoczyliśmy ich kombinowaną obroną, czyli cześć zawodników była kryta indywidualnie, a pozostali strefowo - wyjaśniał Mariusz Niedbalski, trener KKS-u. Jednocześnie tyszanie bardzo dobrze spisywali się w ataku. Bzdyra zamieniał dobre podania na punkty spod kosza, a Hałas trafiał z dystansu. Gospodarzy próbował poderwać do walki Szczypka, ale był osamotniony w swoich bojach.
Gdy w czwartej kwarcie sfaulowany Pacocha pewnie egzekwował dwa rzuty wolne, przewaga gości urosła do 19 "oczek". MKS rzucił się do odrabiania strat i dzięki agresywnej obronie częściowo im się to udało, ale ostatecznie to tyszanie wygrali w prestiżowym pojedynku i uczynili kolejny - przedostatni - krok do zajęcia 4. lokaty po sezonie zasadniczym. - Klasowy zespół nie powinien sobie pozwolić na zmarnowanie takiej przewagi. Powinniśmy iść za ciosem i wygrać jeszcze wyżej, ale usprawiedliwiam drużynę, gdyż jest to już końcówka sezonu i mają prawo być zmęczeni - tłumaczył Niedbalski. - Przegraliśmy zasłużenie. Rywal bardzo dobrze bronił i nie mieliśmy w tym pojedynku zbyt wiele do powiedzenia - złościł się Marek Piechowicz, skrzydłowy dąbrowian.

Zapoznaj się ze SZCZEGÓŁAMI OFERTY >




